Miejsce po kapliczce.

Zdjęcia są sprzed tygodnia, dokładnie z poprzedniej soboty. Z kolegą wybraliśmy się na poligon...,


 zobaczyć miejsce na którym stała kapliczka, którą opisywałem w jednym z wcześniejszych postów.
Tu link do tego postu   KAPLICZKA Z POLIGONU
Na miejsce można dojechać samochodem, lecz my udaliśmy się tam pieszo - tak dla sportu :) Trochę szukaliśmy po drodze śladów po dawnych. Jak się dobrze przypatrywać i rozglądać, to takie ślady jeszcze istnieją. Niestety, są to tylko resztki fundamentów, kamienie polne, widok których w lesie jest nienaturalny, co świadczy o tym, że zostały tu kiedyś zgromadzone przez człowieka.
Czas zaciera ślady, a to co pozostało obrasta mchem i ginie pod leśną ściółką.    
W miejscu, gdzie dawniej stała kapliczka, stoi drewniany krzyż. Teren jest symbolicznie ogrodzony, a miejsce to emanuje pewną tajemniczością.
gss
gss
Na krzyżu, oraz na drzewach, znajduje się sporo symboli religijnych. Nie wiem niestety w jakiej intencji zostały powieszone i kto je tam powiesił? Miejsce ogólnie jest specyficzne, tchnie duchem minionych czasów, a mroczne leśne otoczenie jeszcze ten efekt potęguje. Fotografowanie w tym miejscu, nawet w słoneczny dzień sprawia trochę kłopotów, ze względu na brak dostatecznej ilości światła. Nie znaczy to, że jest niemożliwe, ale wymaga ustawienia dość wyśrubowanych parametrów. Kiedy fotografujemy słoneczną polanę rozjeżdżoną przez czołgi na ISO 200, przy przysłonie 6,3 i czasie w granicach 1/400, to w tym zacienionym miejscu wszystkie te parametry należy gruntownie zmienić. Warunki są takie, których ludzkie oko nie dostrzega i szybko się przystosowuje, ale automatyka aparatu to wychwyci.
No cóż, kiedy opuściliśmy to miejsce, okazało się, że aparaty należy schować do toreb i zająć się zbieraniem grzybów. Tego dnia, leśną drogą przewijały się pielgrzymki amatorów grzybów, którzy ze swych aut ze zdziwieniem patrzyli na dwóch frajerów wędrujących z aparatami w dłoni. Wyłamaliśmy się z fotograficznej pasji. Kolega miał szmacianą torbę i scyzoryk w plecaku, więc w godzinę zebraliśmy pół torby leśnego runa. Grzybów nie fotografowałem, gdyż w tym roku od widoku grzybów w internecie mam odruch wymiotny. :)
gss